Zawsze mam wrażenie, że to miasto robi kilka rzeczy naraz. W jednym kierunku muzea i kultura, w drugim: ulice i architektura. A ja ostatnio skręcam tam, gdzie turystów jest mniej, a ciszy więcej — pod bramy, na puste place, do miejsc, które po prostu przestały działać. Zostają po nich ślady: rdza, wybite okna, wyblakłe napisy i detale, które mówią więcej niż tabliczka informacyjna. Opuszczone miejsca wciągnęły mnie na serio.
Table of Contents
Co to jest urbex?
Urbex (urban exploration) to eksploracja miejsc, których zwykle nie widzisz na standardowych planach zwiedzania: opuszczonych budynków, dawnych obiektów przemysłowych, bunkrów, hangarów czy tuneli. W różnych krajach spotkasz też inne określenia (np. „draining” przy kanałach).
Definicja na podstawie: źródło
❗️ Urbex ma w sobie adrenalinę — bo nigdy nie wiesz, co zobaczysz za kolejnymi drzwiami i w jakim stanie będzie miejsce: skrzypiące schody, ciemne korytarze, cisza, która aż „dzwoni” w uszach. Ale właśnie dlatego trzeba mieć głowę na karku: w takich obiektach łatwo o szkło, gwoździe, dziury w podłodze i konstrukcje, które wyglądają okej, dopóki nie postawisz kroku. Do tego dochodzi druga strona ryzyka: teren prywatny, monitoring, ochrona albo policja — i wtedy z klimatu robią się kłopoty szybciej, niż myślisz.
Opuszczone miejsca w Berlinie – Spreepark

To miejsce, od którego zaczęło się moje zainteresowanie urbexem. Klimat jest tu mocny — szczególnie przy późnojesiennej aurze, kiedy wszystko wygląda jak kadr z filmu. Stałam i gapiłam się na zardzewiałe karuzele, porozrzucane wagoniki i opuszczone budki, w których kiedyś kupowało się coś do jedzenia po całym dniu rozrywki. I serio: trudno od tego oderwać wzrok, bo to jest ten typ przestrzeni, gdzie “kiedyś” wisi w powietrzu.
Historię Spreeparku przeczytasz tutaj.

Aktualizacja 2025/2026: Spreepark nie jest już „dzikim” klasykiem do łażenia gdzie popadnie — trwa duża przebudowa i większość terenu jest niedostępna. Da się jednak zobaczyć Spreepark legalnie: są spacery po placu budowy (zapisy, limit miejsc) oraz wydarzenia/zwiedzanie w okolicach Eierhäuschen (gastronomia + art space działa). Z oficjalnych informacji wynika, że prace w centrum mają być realizowane do 2026, ale harmonogram projektu mówi o otwarciu nowego Spreeparku w 2027
Opuszczone miejsca w Berlinie – Blub

Kolejne miejsce, które kiedyś tętniło życiem. Ten aquapark otwarto w 1985 roku i przez prawie 20 lat był atrakcją dla mieszkańców Berlina i okolic. Kiedy jesteś na miejscu, automatycznie pojawia się pytanie: jak to możliwe, że coś tak kolorowego i nowoczesnego jak na swoje czasy skończyło w ruinie?

Po upadku muru berlińskiego liczba odwiedzających zaczęła spadać. Pogorszyły się warunki sanitarne, a na terenie obiektu pojawiły się szczury. Finalnie władze podjęły decyzję o zamknięciu parku.
Po parku zostały resztki: fontann, kanału wodnego, ogrodu z saunami i ogromnej zjeżdżalni (ponoć miała ponad 100 metrów). Dziś to już głównie ściany, puste przestrzenie i fragmenty tego, co kiedyś robiło wrażenie.



Aktualizacja 2025/2026: Blub już nie istnieje . Teren od dawna planowano przekształcic w zabudowę mieszkaniowa, a na początku 2026 pojawiła się informacja, że obiekt został ostatecznie zrównany i nie ma tam już czego szukać.
Opuszczone miejsca w Berlinie – Kinderkrankenhaus Weißensee (mój ulubiony berliński urbex)

Klasyka horroru – opuszczony szpital. Jeden z najpopularniejszych urbexowych spotów w Berlinie ( razem z nami zwiedzało go kilka innych grup). Miejsce jest po po prostu przerażające – nie tylko ze względu na opłakany stan budynków (trzeba uważać, gdzie się stawia stopę, bo można wylądować piętro niżej).
Historia obiektu zaczyna się w marcu 1908 roku, kiedy postanowiono zbudować pierwszy miejski szpital dla dzieci w Niemczech. Miało to na celu obniżenie wysokiej śmiertelności wśród noworodków. Budowa rozpoczęła się w czerwcu 1909 roku i trwała dwa lata. Na terenie kompleksu znajdował się m.in. mały park do celów terapeutycznych, zakłady do produkcji mleka, obora i wiele innych.

Z biegiem lat dobudowywano kolejne budynki — stąd ten miks stylów, który widać od razu. W 1920 roku zlikwidowano hodowlę krów, a siedem lat później kompleks powiększono o nowe skrzydło. Szpital działał jeszcze przez kolejne dekady, aż do zamknięcia 1 stycznia 1997 roku.

W 2005 roku nieruchomość sprzedano rosyjskiemu inwestorowi i spółdzielni medycznej, która zapowiadała stworzenie tu nowej kliniki. Problem w tym, że w praktyce nie ruszyły żadne sensowne prace remontowe, więc tematem zainteresowali się dziennikarze. Szybko wyszło, że „klinika” może być tylko przykrywką dla innych interesów właściciela. Pojawiła się też historia brzmiąca jak science fiction: opowieści o rosyjskich lekarzach i metodzie leczenia raka oraz AIDS falami radiowymi. Ludzie z otoczenia właściciela twierdzili, że terapia jest skuteczna i „wyleczono” nią wielu pacjentów, ale wyniki były trudne do zweryfikowania. Po latach sporów sądy nakazały zwrot nieruchomości instytucji zarządzającej miejskim majątkiem.


Aktualizacja 2025: Kompleks w Weißensee nadal stoi pusty i niszczeje (zamknięty w 1997 r.). Pankow (dzielnica Berlina) chce na tym terenie wybudować gimnazjum (w wariancie z halą sportową), a równolegle rozważany jest scenariusz „mieszany”, gdzie część obszaru miałaby dostać funkcję mieszkaniową — w rozmowach przewija się m.in. HOWOGE. Na razie nie ma konkretnego harmonogramu działań.
Utrzymanie i zabezpieczanie tej ruiny kosztuje Berlin ok. 1 mln euro rocznie, więc im dłużej to stoi bez decyzji, tym większa presja, żeby w końcu ruszyć z zagospodarowaniem.

W porównaniu do poprzednich lat największa zmiana to po prostu coraz gorszy stan budynków. Część obiektów jest w bardzo złym stanie, więc to nie jest miejsce, gdzie idzie się „na luzie” — tu naprawdę łatwo o wypadek. Teren jest ogrodzony i formalnie niedostępny; kiedy byłam na miejscu, nie widziałam ochrony, ale to nie jest żadna gwarancja, bo zabezpieczenia i zasady potrafią się zmieniać.
Opuszczone miejsca w Berlinie – Tempelhof

Historia Tempelhof zaczyna się na serio w 1923 roku, kiedy ruszyły prace nad lotniskiem. Potem przyszła monumentalna przebudowa z epoki nazistowskiej: w 1935 Ernst Sagebiel dostał zlecenie na nowy projekt, a obecny kompleks wznoszono w latach 1936–1941. Skala tego budynku do dziś robi wrażenie — to jeden z największych na świecie budynków użyteczności publicznej (zaraz po pałacu Ceaușescu w Bukareszcie i Pentagonie).

Tempelhof jest też mocno „historyczny” z zupełnie innego powodu: podczas mostu powietrznego w 1948/49 lotnisko było jednym z kluczowych punktów dostaw do Berlina. Po latach działania lotnisko zamknięto w 2008 roku, a teren dawnego lotniska w 2010 otwarto jako ogromny park i przestrzeń publiczną. I tu jest mój ulubiony kontrast: na zewnątrz ludzie jeżdżą na rolkach i chillują na kocach, a obok ten gigantyczny budynek — zimny, surowy, bardzo ‘berliński’.


Uwaga! Tempelhof to legalny urbex: zwiedzasz opuszczone przestrzenie z przewodnikiem, a bilety kupisz online na oficjalnej stronie albo na miejscu w punkcie CHECK-IN (na miejscu tylko kartą); liczba miejsc jest ograniczona, a rezerwacji nie można anulować.
Opuszczone miejsca w Berlinie – Karlshorst Hangars (Militärflugplatz Friedrichsfelde)

Spokojne osiedle i duży fragment terenu otoczony wysokim płotem. Ostrzeżenia o zakazie wejścia na teren i możliwym niebezpieczeństwie. Żadnych dziur w plocie, żadnych otwartych drzwi. Chwila zastanowienia i po chwili przeskakuj przez mur. Duży fragment terenu i kilka hangarów to to, co zostało po dawnym wojskowym lotnisku.

Historia zaczyna się jeszcze w czasie I wojny. 8 grudnia 1916 zarząd gminy Friedrichsfelde zdecydował o rozwoju lotniska w Karlshorst; wykupiono wtedy ok. 150 hektarów terenu (m.in. od Siemensa, von Treskowa i Pahl). W lutym 1917 ruszyła budowa bocznicy kolejowej do obsługi lotniska, a w kwietniu 1917 zaczęto prace przy samych halach. Hangary powstały jako konstrukcje żelbetowe z charakterystycznymi kopułami, a loty i szkolenie personelu zaczęły się równolegle z budową.
Po 1945 roku okolica Karlshorst była przez dekady silnie związana z obecnością radziecką (to tu działała m.in. SMAD), a dopiero w 1994 roku zakończył się pełny odwrót wojsk.


❗️ Uwaga! Teren hangarów w Karlshorst jest nadal odgrodzony murem/ogrodzeniem, więc nie jest dostępny „z ulicy” na co dzień. To zabytek wpisany do berlińskiej bazy zabytków, więc traktuj to raczej jako miejsce „do zobaczenia przy okazji”, a nie atrakcję z regularnym wejściem.
Dobra wiadomość jest taka, że zdarzają się legalne wejścia: są organizowane publiczne oprowadzania (np. w ramach Tag des offenen Denkmals) — w 2025 były dwie tury 14.09 (12:00 i 16:00), ze zbiórką przy Museum Berlin-Karlshorst.
Ambasada Iraku

Irak był pierwszym niesocjalistycznym państwem, które uznało NRD na mocy prawa międzynarodowego w 1969 roku. Pięć lat później zespół architektów zaprojektował i wykonał budynek w stylu prefabrykowanych bloków betonowych popularnym w NRD. Betonowe pudełko (bo tak najlepiej jest określić byłą ambasadę 🙂 zostało opuszczone przez urzędników podczas pierwszej wojny w Iraku w 1991 roku.


Uwaga ❗️ Dziś to miejsce ma sens głównie jako szybki przystanek „na kadr” z zewnątrz. Teren jest ogrodzony i oznaczony jako prywatny, więc wchodzenie na posesję albo do budynku to proszenie się o kłopoty (been there, done that). Jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądało „kiedyś”, lepiej i bezpieczniej sprawdzić archiwalne zdjęcia i opisy (np. na Abandoned Berlin), niż próbować podchodzić bliżej niż trzeba.

To miejsce miałam już odwiedzić podczas wczesniejszej wizyty w Berlinie (2019), ale nie starczyło mi czasu. W 2020 roku budynek został uprzątnięty, ogrodzony wysokim płotem a na głównej bramie objawiła się tabliczka „Private Property”. Może, gdybym wyrobiła się z odwiedzeniem tego miejsca trzy lata temu zobaczyłabym znacznie więcej niż totalnie puste pokoje?

LUNA-LAGER BUNKER

Idziesz przez Schönholzer Heide jak przez normalny park: zieleń, psy, rowery, ludzie na spacerze. I właśnie w tej zwyczajnej scenerii stoi bunkier — mały znak, że Berlin lubi mieć pod trawnikiem drugie dno. Zanim przyszła wojna, działał tu park rozrywki Luna Park, później przemianowany na Traumland: diabelski młyn, atrakcje i kolejka „Himalaya-Bahn” (Traumland w teorii, a w praktyce pewnie też trochę „trauma” po zbyt szybkiej rundzie 😅).
Bunkier to wszystko, co pozostało z drugiego co do wielkości obozu pracy w Berlinie, który działał od czerwca 1940 do kwietnia 1945 roku. Obóz nazwano „Luna-Lager” (Luna Camp) nawiązując do dawnego parku rozrywki — i tej samej przestrzeni, która jeszcze chwilę wcześniej miała zupełnie inne przeznaczenie.
Około 1900 r. w okolicy zbudowano uzdrowiska dla kobiet i dzieci. Leczono tam gruźlicę, anemię, osłabienie nerwów, choroby żołądka i krzywicę. W latach 20. XX wieku dobudowano korty tenisowe i boiska do piłki nożnej, a w 1930 r. — tor saneczkowy. Lunapark, w ramach rozwoju, przemianowano na Traumland (Dreamland). To była wczesna wersja Spreeparku: mnóstwo atrakcji, diabelski młyn i wspomniana kolejka „Himalaya-Bahn”. Wojna położyła jednak kres zabawie.

Wtedy park rozrywki stał się obozem pracy. Robotników przymusowych — głównie z Polski, Francji, Belgii, Chorwacji, Serbii i w grupie określanej jako „Ostarbeiter” (ZSRR) — wykorzystywano do produkcji broni. Pracowali na 12-godzinnych zmianach przez sześć dni w tygodniu. Wielu zmarło z niedożywienia i chorób, inni ginęli podczas nalotów, bo brakowało odpowiedniej ochrony. Do końca 1942 r. w obozie „pracowało” nawet do 2500 osób, zidentyfikowanych według pochodzenia: Polacy byli oznaczeni literą „P”, a „OST” — Sowieci. Ponad 100 więźniów, w tym 12 niemowląt i dzieci, zmarło w latach 1942–1945. Ocaleni zostali uwolnieni przez Armię Czerwoną.





