7 rzeczy, ktore zaskoczyły mnie w Holandii

Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Holandii na Erasmusa w 2014 roku, spodziewałam się rowerów, kanałów i języka, którego nie potrafiłam rozszyfrować. Nie spodziewałam się okien bez firanek, urodzin zapisanych kredą na chodniku ani rzeczy zostawionych przed domem dla kolejnej osoby. Niby drobiazgi. A jednak to one zaskoczyły mnie najbardziej.

To nie są ciekawostki o Holandii wyciągnięte z przewodnika. Część zauważyłam podczas Erasmusa w latach 2014–2015, resztę po przeprowadzce (2020). Wszystkie dzieją się w zwykłej codzienności — na ulicy, w oknach i przed domami.

1. Okna bez firanek i życie na widoku

źródi: CNN

Jedną z pierwszych rzeczy, które zaczęłam robić po przeprowadzce do Holandii, było zaglądanie ludziom w okna. Nie z ciekawości — po prostu trudno tego nie robić, kiedy między ulicą a czyimś salonem znajduje się tylko szyba. Bez firanek, często również bez zasłon, za to z całym arsenałem drobiazgów na parapecie: lampkami, wazonami, figurkami, świecznikami i sezonowymi dekoracjami. Holenderskie okno nie oddziela domu od ulicy. Ono staje się częścią ulicy.

Za szybą ktoś je kolację, ogląda telewizję albo czyta książkę, a ty przechodzisz dwa metry dalej. Na początku automatycznie odwracałam wzrok, bo czułam się jak podglądaczka. Holendrzy nie widzą w tym nic dziwnego. Kiedy pojawia się słońce, sami wynoszą krzesła przed dom i przenoszą swoją codzienność jeszcze bliżej chodnika.

2. Cała ulica wie, że masz urodziny

Holendrzy nie chowają dobrych wiadomości za drzwiami. Kiedy ktoś obchodzi urodziny, rodzina wypisuje jego imię kredą na chodniku, rozwiesza girlandy albo stawia dekorację przed domem. Ślub oznacza balony i serca, a narodziny dziecka — bociana w ogrodzie i imię na szybie. Zanim poznasz sąsiadów, możesz już wiedzieć, kto właśnie skończył trzydzieści lat, komu urodziło się dziecko i pod którym adresem zaczyna się impreza.

W Polsce takie informacje zwykle zostają w domu albo trafiają do mediów społecznościowych. Tutaj radosne wydarzenie natychmiast przejmuje okno, drzwi i kawałek chodnika. Trochę kiczowato, ale bardzo sympatycznie.

3. Angielski ułatwia życie — i utrudnia naukę niderlandzkiego

Na początku wydawało mi się to ogromnym ułatwieniem. W sklepie, pociągu, urzędzie czy przychodni wystarczyło przejść na angielski i rozmowa toczyła się dalej. Bez szukania młodszej osoby, nerwowego klikania w translator albo tłumaczenia wszystkiego rękami.

Ma to również drugą stronę. Kiedy próbujesz mówić po niderlandzku, rozmówca szybko wyłapuje obcy akcent i często automatycznie odpowiada po angielsku. Dogadanie się w Holandii jest proste. Nauczenie się języka, gdy nikt nie pozwala ci go używać — już trochę mniej.

4. Na ścieżce rowerowej szybko uczysz się zasad

Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Amsterdamie i to, że cudem uniknęłam rozjechania przez rozpędzoną rowerzystkę niedaleko placu Dam. Patrzyłam na samochody, tramwaje i ludzi, ale nie tam, skąd nadjeżdżało prawdziwe zagrożenie.

W Holandii rower nie służy wyłącznie do rekreacji. Ludzie jadą nim do pracy, szkoły, na imprezę i po zakupy, często z dzieckiem z przodu oraz kolejnym z tyłu. Ruch na ścieżkach ma własne tempo i zasady, a dzwonek zwykle nie oznacza uprzejmego „przepraszam”. To sygnał, że masz natychmiast zejść z drogi.

5. Niderlandzki brzmi znajomo — do pierwszego zdania

Na piśmie wiele słów przypomina angielski albo niemiecki, więc przez chwilę możesz uwierzyć, że coś rozumiesz. Później ktoś wypowiada całe zdanie i pewność siebie szybko znika. Litery łączą się w dźwięki, których trudno szukać w polskim, a gardłowe „g” potrafi brzmieć jak początek poważnej infekcji.

Największy problem sprawia jednak tempo. Możesz znać słowo z kursu i nadal nie rozpoznać go w zdaniu wypowiedzianym przez Holendra. Na papierze niderlandzki wydaje się całkiem przystępny. Prawdziwy sprawdzian zaczyna się dopiero wtedy, gdy Holender odpowie ci we własnym tempie.

Ciekawostka: Poza krajem, po jeżyk niderlandzki jest używany w m. in. w Belgii, Indonezji, Surinamie, na Aruba i Curacao.

6. Nie chcesz? Wystaw przed dom.

Krzesło, lustro, zestaw kubków, stos książek albo roślina, która nie mieści się już na parapecie — zamiast wyrzucać, ludzie wystawiają je przed dom z kartką „gratis” albo „meenemen”. Jeśli ktoś zabierze rzecz po godzinie, znika problem ze śmieciami i potrzeba dodawania ogłoszenia.

Za pierwszym razem myślałam, że ktoś zostawił meble na chodniku tylko na chwilę. Później zrozumiałam, że właśnie dostały nowego właściciela. Po pewnym czasie przestajesz pytać, dlaczego ktoś postawił lampę przed domem. Zaczynasz sprawdzać, czy masz dla niej miejsce u siebie.

7. W dawnym kościele kupisz książkę albo zjesz kolację

Kościół nie musi już działać jako świątynia, żeby nadal służyć ludziom. W Holandii dawne obiekty sakralne mieszczą dziś biblioteki, restauracje, siłownie, mieszkania i księgarnie. Tam, gdzie kiedyś siadali wierni, możesz teraz wypić kawę, zrobić trening albo przejrzeć półkę z kryminałami.

Jeden z najbardziej efektownych przykładów znajdziesz w Maastricht. W dawnym kościele dominikanów działa księgarnia, która zachowała wysokie sklepienia, kolumny i cały monumentalny charakter wnętrza. Zmieniła się funkcja budynku, ale nie zniknęła jego historia.


Po kilku latach nie odwracam już wzroku, gdy widzę salon bez firanek. Automatycznie schodzę ze ścieżki rowerowej, zerkam na rzeczy wystawione przed domem i nie dziwi mnie bocian stojący w czyimś ogródku. To, co na początku wydawało mi się osobliwe, weszło do codzienności szybciej, niż się spodziewałam.

I chyba właśnie to najlepiej pokazuje, jak zmienia się punkt odniesienia. Najpierw wszystko wydaje ci się dziwne. Kilka lat później dziwne stają się firanki.

Olga

Olga – autorka bloga Follow Your Map. Pisze praktyczne przewodniki po miastach, intensywne plany zwiedzania i teksty o alternatywnych miejscach poza głównym szlakiem. Lubi dzielnice z charakterem, muzea, miejskie spacery i przestrzenie z historią w tle.

Wpisy powstają na bazie własnych podróży i doświadczeń. Znajdziesz tu konkretne trasy, miejsca i praktyczne informacje, które pomagają zaplanować krótki wyjazd i zobaczyć miasto w realnym tempie.

Rekomendowane artykuły

Follow Your Map
@follow_your_map

Nie wszystko trafia na bloga

Niektóre miejsca są za krótkie na poradnik, ale za dobre, żeby przepadły w galerii telefonu.

Zobacz @follow_your_map