Wydawało mi się, że mam doświadczenie w pakowaniu. Bo zwiedziłam pół świata z plecakiem i wiem, co znaczy minimalizm. Ale już po kilkunastu kilometrach zaczęłam rozumieć, jaką wartością jest ograniczenie się do absolutnego minimum.
Dopiero na Camino zrozumiałam, że różnica między „przyda się” a „muszę to nieść przez cały dzień” jest naprawdę duża.
Camino to nie tylko długa wędrówka. To także wielogodzinne noszenie całego swojego dobytku na plecach. I właśnie dlatego warto dobrze przemyśleć, co ze sobą zabrać.
Szłam trasą Portugalską Centralną w kwietniu 2024 roku. W ciągu 10 dni pokonałam około 280 kilometrów. Poniżej znajdziesz rzeczy, które zabrałam ze sobą i które sprawdziły się właśnie na tej trasie. W zależności od szlaku, pory roku i długości wyprawy Twój ekwipunek może wyglądać trochę inaczej.

Table of Contents
Jak przygotować się do Camino?
Przed wyjazdem skupiałam się głównie na tym, co spakować. Dzisiaj wiem, że równie ważne jest to, czego nie zabrać. Każda dodatkowa rzecz wydaje się świetnym pomysłem w domu, ale po kilku godzinach marszu zaczynasz się zastanawiać, czy na pewno była Ci potrzebna.
U mnie najlepiej sprawdziła się zasada: minimum rzeczy, maksimum wygody. Im dłużej szłam, tym bardziej doceniałam każdą rzecz, której nie spakowałam.
Najważniejsze są… buty
To jeden z tych tematów, które pojawiają się chyba w każdym poradniku dla osób planujących pierwsze Camino. I nic dziwnego. Kilka dni marszu szybko weryfikuje, czy był to dobry wybór.

Wszędzie czytam, że buty trekkingowe i klapki pod prysznic. O ile z tym drugim się zgodzę, to buty trekkingowe są według mnie zbędne. Swoje około 280 kilometrów zrobiłam w Sketchersach. Takich jak na zdjęciu poniżej.
Są lekkie, wygodne i przez większość trasy sprawdzały się świetnie. Tylko raz miałam moment, kiedy zatęskniłam za bardziej przyczepną podeszwą. Za Pontevedrą trafił mi się odcinek, na którym przez kilkanaście kilometrów szłam praktycznie cały czas pod górę. Teren był nierówny, miejscami kamienisty i dość śliski, więc musiałam uważać dużo bardziej niż zwykle. Dało się przejść bez problemu, ale właśnie wtedy trekkingowa podeszwa miałaby przewagę.
Poza tym jednym fragmentem nie mam im absolutnie nic do zarzucenia. Gdybym jutro miała ruszyć na podobną trasę, prawdopodobnie spakowałabym dokładnie tę samą parę.
Poza głównymi butami miałam ze sobą jeszcze zwykłe japonki. Przydawały się pod prysznicem, ale też wieczorami w albergue, kiedy po całym dniu marszu stopy wreszcie mogły trochę odpocząć.
Dużo osób zabiera na Camino również sandały. Ja z nich zrezygnowałam. Ostatecznie wygrał minimalizm. Nie chciałam nosić przez 280 kilometrów kolejnej pary butów tylko po to, żeby założyć ją kilka razy. Japonki w zupełności mi wystarczyły.
Jaki plecak na Camino?
O butach już było. Teraz czas na plecak. Bo nawet najlepsze buty nie pomogą, jeśli po kilku godzinach marszu zaczną boleć Cię plecy.
Mój plecak mam od 2017 roku. Przejechał ze mną kawał świata i nigdy mnie nie zawiódł, więc nawet przez chwilę nie myślałam o kupowaniu nowego specjalnie na Camino. Wiem, że jest wygodny, dobrze leży na plecach i bez problemu pomieści wszystko, czego potrzebuję.
Jeśli dopiero szukasz swojego plecaka, zwróć uwagę na kilka rzeczy. Dużo przegródek, pas biodrowy (koniecznie!) i system wentylacji pleców, który szczególnie docenia się w cieplejsze dni.

Jaka pojemność plecaka na Camino?
Dla mnie idealna pojemność to 30-40 litrów. Taki plecak spokojnie wystarcza na kilkanaście dni drogi. A przy okazji nie kusi, żeby dorzucać kolejne rzeczy „na wszelki wypadek”.
Przyjmuje się, że waga plecaka nie powinna przekraczać około 10% masy ciała. Im dłużej idziesz, tym bardziej zaczynasz doceniać tę zasadę. Szczególnie pod koniec dnia, kiedy każdy dodatkowy kilogram wydaje się ważyć dwa razy więcej.
Pro tip: Przed wyjazdem przejdź się kilka razy ze spakowanym plecakiem. To dobry sposób, żeby przyzwyczaić się do ciężaru i sprawdzić, czy na pewno wszystko, co spakowałaś, jest Ci naprawdę potrzebne.
Poza głównym bagażem miałam też nerkę. Najzwyklejszą, z dwiema kieszeniami. Trzymałam w niej telefon, słuchawki i inne drobiazgi, po które często sięgałam w ciągu dnia. Dużo osób nosi z przodu mały plecak, ale tutaj wszystko zależy od tego, co jest dla Ciebie wygodne. Nie ma jednego rozwiązania, które sprawdzi się u każdego.
Jakie ubrania zabrać na Camino?
To była chyba ta część pakowania, przy której najłatwiej przesadzić. Przecież nigdy nie wiadomo, jaka będzie pogoda. A może będzie zimno? A może będzie padać? A może jednak przydałyby się jeszcze jedne spodnie?
Łatwo wtedy dojść do wniosku, że jeszcze jedna bluza czy dodatkowa para spodni nikomu nie zaszkodzi.

U mnie najlepiej sprawdziło się jednak ubieranie na cebulkę. Wychodząc z albergue o 5 czy 6 rano, często było chłodno i wilgotno. Kilka godzin później temperatura potrafiła wzrosnąć na tyle, że człowiek rozglądał się za cieniem. Dzięki kilku lekkim warstwom można łatwo dostosować się do pogody, zdejmując kolejne elementy ubrania wraz ze wzrostem temperatury.
Najprostsza „cebulka” to legginsy lub spodnie trekkingowe, szybkoschnąca koszulka i lekka bluza. Właśnie takie ubrania na Camino sprawdziły się u mnie najlepiej. Rano chroniły przed chłodem, a kiedy temperatura zaczynała rosnąć, wystarczyło zdjąć jedną warstwę i schować ją do plecaka. W razie deszczu albo silniejszego wiatru przydawała się jeszcze kurtka przeciwdeszczowa lub peleryna.
Jeśli zastanawiasz się, jak się ubrać na Camino, postawiłabym właśnie na kilka lekkich warstw zamiast jednej grubej. Taki sposób ubierania pozwala łatwo dostosować się do zmiennej pogody, a przy okazji ograniczyć liczbę rzeczy w plecaku. A im mniej rzeczy do noszenia, tym przyjemniejsza droga.
Moja lista ubrań na 10 dni Camino:
- 2 koszulki z krótkim rękawem
- 1 koszulka z długim rękawem
- 1 lekka bluza (fleece/polar)
- 2 pary spodni trekkingowych lub legginsów
- 2 pary krótkich spodenek
- 3 komplety bielizny
- 3 pary skarpet (miałam jedne długie i dwie pary skarpet dwuwarstwowych)
- Kurtka przeciwdeszczowa lub peleryna
Noclegi na Camino: śpiwór i poduszka

W albergue są łóżka (zazwyczaj piętrowe). Często poduszki (takie obite ceratą) i w sumie tyle. No, czasem zdarzy się jakiś koc, ale ja bym raczej nie radziła używać 🙂 Zazwyczaj w recepcji dostaje się jednorazowe pokrowce na materac i/lub poduszkę. Lekki śpiwór w zupełności wystarczy. (wydaje mi się, że 'lekki’ to słowo kluczowe jeżeli chodzi o Camino…).
Poduszka nie jest obowiązkowa, ale ja miałam swoją nadmuchiwaną (kilka razy uratowała sytuację). W niektórych albergach dostępne egzemplarze były w kiepskim stanie (albo po prostu niewygodne), więc możliwość szybkiego napompowania czegoś wygodnego pod głowę bywała nieoceniona. Taki model zajmuje w plecaku minimalną ilość miejsca, a zapewnia lepszy sen po całodniowym marszu.
Jak wyspać się na Camino?
Na Camino możesz spać z kilkoma, kilkunastoma, a nawet kilkudziesięcioma osobami w jednym pokoju. Mój rekord to sala z około 30 łóżkami. W takich warunkach zawsze znajdzie się ktoś, kto chrapie, wierci się przez pół nocy albo zaczyna pakować plecak o 4 rano.
Im więcej osób w pokoju, tym mniejsze szanse na spokojny sen. Dlatego zatyczki do uszu i opaska na oczy to jedne z tych rzeczy, które zajmują bardzo mało miejsca, a potrafią uratować noc.
Krem, plastry i cała reszta
W przypadku pierwszej tez sprawdzi się zasada 'im mniej, tym lepiej’ 😉 Bo przecież wytrzymasz te kilkanaście dni bez swojej pielęgnacyjnej rutyny. Wystarczą podstawowe produkty, serio. Żel pod prysznic, szampon do włosów, odżywka (bo bez niej nie mogę rozczesać włosów) i krem (najlepiej taki 10 w 1, który pomoże na spieczone ramiona, suchą skórę na stopach i nawilży twarz). Do tego balsam do ust i krem z filtrem. Tyle mi wystarczyło, i gwarantuję, ze Tobie też!
Kosmetyczka zajęła mi kilka minut. Nad apteczką spędziłam znacznie więcej czasu. I patrząc na liczbę kilometrów, które miałam przed sobą, chyba nikogo to nie powinno dziwić.
Dokładnie taką apteczkę miałam ze sobą:
- Plastry – różne rozmiary. Takie zwykłe (wodoodporne) i takie na pęcherze.
- Jałowe opatrunki i taśma medyczna – na większe rany.
- Bandaż elastyczny lub taśma kinesiotaping – na skręcenia i nadwyrężenia.
- Coś do dezynfekcji – może być żel, maść albo chusteczki. Ważne, żeby było.
- Pęseta lub urządzenie do usuwania kleszczy.
- Małe nożyczki i agrafki – uwierz mi, może Ci się to przydać (i nie mam tu na myśli tylko opatrywania ran).
Kilka gadżetów, które zabrałam ze sobą

Powerbank to jedna z tych rzeczy, które zawsze lądują w moim plecaku. Telefon da się naładować praktycznie wszędzie: w albergach, kawiarniach, restauracjach czy na stacjach benzynowych. Mimo to lubię mieć własny zapas energii i nie zastanawiać się, ile procent baterii zostało do końca dnia.
Ze słuchawek korzystałam praktycznie codziennie. Czasem słuchałam podcastów podczas marszu, czasem puszczałam sobie muzykę na postoju. Kilka razy przydały się też do krótkiej drzemki gdzieś po drodze.
Miałam ze sobą również czytnik e-booków. Korzystałam z niego głównie wieczorami. Chociaż szczerze mówiąc, nie tak często, jak zakładałam przed wyjazdem.
I to właściwie tyle. Żadnej skomplikowanej elektroniki. Wszystko, czego potrzebowałam, mieściło się w jednej kieszeni plecaka
Co spakować na Camino? Moje wnioski po 280 kilometrach

Przed wyjazdem wydawało mi się, że pakuję się rozsądnie. Dopiero na trasie zrozumiałam, jak dużą różnicę robi każdy dodatkowy kilogram.
Patrząc na swoją listę z perspektywy czasu, spakowałabym się dokładnie tak samo. Nie było rzeczy, których szczególnie mi brakowało, ale też nie miałam poczucia, że niosę ze sobą coś zupełnie niepotrzebnie.
Jeśli miałabym dać jedną radę osobom przygotowującym się do pierwszego Camino, byłaby prosta: zanim wrzucisz coś do plecaka, zastanów się, czy naprawdę będzie Ci potrzebne. Bo różnica między „może się przydać” a „muszę to nieść przez kolejne kilometry” jest naprawdę duża.
I chyba właśnie tego nauczyło mnie Camino najlepiej. Nie potrzeba wielu rzeczy, żeby każdego dnia wstać, założyć plecak i ruszyć dalej.





