Z ulgą opuszczam Singapur. To miasto nie jest dla mnie. Nie dlatego, że jest głośno i tłoczno — w Azji to norma. Jest nawet na swój sposób ładne. Po prostu się nie polubiliśmy. I przestaje mnie to obchodzić w chwili, gdy przekraczam granicę. Jestem już w Malezji. Z nadzieją, że tu będzie lepiej.
Ten wyjazd od początku nie ma konkretnego planu. W samolocie patrzyłam na mapę świata na ekranie i zastanawiałam się, jak to wszystko potoczy dalej. Mam tylko punkt startowy: Singapur. Potem Malezja. Reszta jest ruchoma — Tajlandia albo Indonezja, zobaczę po drodze.
Wieczorem próbuję złapać stopa, ale ta pora nie sprzyja niczemu. W końcu rozbijam namiot na stacji benzynowej. Wszystkie problemy zostawiam na jutro — w końcu od tego jest urlop, żeby odpuścić. Rano wszystko układa się lepiej. I zanim na dobre się rozbudzam, jestem już w drodze do Kuala Lumpur.

Table of Contents
Dzień 1: Little India + Chinatown + Merdeka Square + KL Tower + Jalan Alor
Little India (okolice KL Sentral)
Ląduję w Little India, niedaleko KL Sentral. Ta dzielnica podoba mi się dużo bardziej niż jej singapurska wersja. Czekam na hosta z Couchsurfingu, więc zamiast siedzieć, idę pozwiedzać.
Spałam u obcych. I żyję. (Couchsurfing)
Little India jest klimatyczne: kolory, spokój i bollywoodzka muzyka sącząca się z różnych stoisk. Na środku trafiam na fontannę ze słoniami, a na straganach jest wszystko, co kojarzy się z Indiami: kwiatowe girlandy, posążki, kadzidełka. I jedzenie. Samosy kosztują w przeliczeniu trochę ponad złotówkę za sztukę — i tak, biorę więcej niż jedną.

Chinatown i Petaling Street
Po południu skręcam w zupełnie inną stronę miasta: Little India zamieniam na Chinatown. Tu też jest kolorowo, ale bardziej „targowo” i momentami kiczowato. Na Petaling Street, najpopularniejszym markecie w mieście, kupuję kilka drobiazgów i pocztówki (których jest jak na lekarstwo — podobnie jak skrzynek pocztowych).

Merdeka Square i kolonialne centrum
Potem kieruję się na centrum i „klasyki”. Zaczynam od placu niepodległości — Merdeka Square — i budynku Sultan Abdul Samad. Kiedyś był siedzibą brytyjskich urzędników, dziś znajdują się tu instytucje państwowe. Jeśli lubisz historyczne miejskie spacery, to miejsce jest idealne — w ciągu godziny przejdziesz między najważniejszymi punktami, bo wszystko jest dosłownie „obok siebie”..
KL Tower (Menara Kuala Lumpur)
Po półgodzinnym spacerze na horyzoncie pojawia się KL Tower — jeden z tych punktów, które każdy kojarzy ze zdjęć. Ma 421 metrów i stoi na wzgórzu Bukit Nanas, więc widok z góry robi wrażenie nie tylko przez wysokość, ale też przez to, że jesteś „nad miastem”. Zanim wieża stała się atrakcją turystyczną była wieżą telekomunikacyjną. Tarasy widokowe i całą resztę dorzucono trochę później.
Na miejscu masz też mini-zoo, akwarium i KL Forest Eco Park (czyli kawałek zieleni w samym centrum). Mam ochotę wejść na taras, ale czas mnie goni, więc pstrykam szybkie zdjęcie i lecę dalej.


Jalan Alor: nocny market i street food
Burczenie w brzuchu mówi mi wprost, że pora obiadu dawno minęła. I pojawia się dylemat: najpierw szukam słynnego graffiti z „potokiem”, czy idę na nocny market napełnić żołądek? Jedzenie wygrywa.
Na Jalan Alor restauracje z klimatyzacją stoją drzwi w drzwi ze street foodem. Jest tłoczno i głośno, z patelni leci para, coś syczy na grillu, ktoś sieka czosnek, ktoś inny dolewa sos. W powietrzu mieszają się zapachy chili, imbiru i smażonego makaronu — takie, które sprawiają, że nagle wszystko inne przestaje być ważne. Jem coś na szybko i dopiero potem skręcam w boczne uliczki, żeby poszukać graffiti.


Uliczki są ciemne i nie wyglądają przyjaźnie. Mimo wszystko nie odpuszczam. Po kilku minutach błądzenia znajduję cel, który… nie zachwyca. Graffiti najlepsze lata ma już za sobą: ze strumyka namalowanego na chodniku zostały niewielkie szczątki, a „dżungla” na ścianach ma się tylko trochę lepiej. Kilka zdjęć na pamiątkę i wracam do bazy, bo jutro wstaję jeszcze wcześniej.
Dzień 2: Batu Caves + zielone Kuala Lumpur (Perdana Botanical Garden i okolice)
Po tym wszystkim padam. Mam napięty grafik i świadomość, że za dwa dni muszę opuścić lokum.
Budzik dzwoni o 5:30. Zwlekam się z łóżka i idę po kawę, bo bez kawy nie ma życia. Ogarniając dojazd, pakuję najpotrzebniejsze rzeczy. Za godzinę powinnam być na miejscu.
Batu Caves (hinduistyczna świątynia w skale)
Batu Caves to jedna z najpopularniejszych atrakcji w Kuala Lumpur. Kolory, posągi, skała i przestrzeń, która robi wrażenie. Robię zdjęcia na słynnych kolorowych schodach, przyglądam się ciekawskim małpkom i w pewnym momencie czuję, że czas ruszać dalej. Bo lista na dziś nadal jest długa.


Perdana Botanical Garden (reset w zieleni)
Wchodzę do ogrodu botanicznego Perdana w środku dnia. Jeszcze chwilę temu były klaksony, beton i nagrzane ulice — a tu nagle robi się jakby ktoś ściszył miasto o kilka poziomów. Cień pod drzewami, chłodniejsze powietrze, ławki wzdłuż alejek. Oddech wraca do normalnego rytmu.
Perdana jest ogromny i działa jak taka miejska przerwa na reset. Są ogrody tematyczne, ptaszarnia, motylarnia, plac zabaw i długie ścieżki, które same prowadzą dalej — bez mapy, bez celu. Idę wolno, zerkam na rośliny i na ludzi, którzy też przyszli tu po to samo: na kawałek zieleni, w którym Kuala Lumpur na moment zwalnia i wycisza się.



Petronas Towers na koniec dnia

Zostaw wieże Petronas na sam koniec i podejdź tam po zmroku. Wystarczy przejść się wokół KLCC i parku, zahaczyć o fontanny i wrócić tą samą trasą. To taki spokojny finał po całym dniu chodzenia.
Co dalej?
Wieczorem wchodzi już tryb: pakowanie i wyjazd. Prom na Sumatrę odpływa raz na kilka dni i niefajnie byłoby się spóźnić.
INDONEZJA: Zobacz kolejny odcinek azjatyckiej przygody
FAQ – Kuala Lumpur + dalsza droga
Kuala Lumpur: ile dni wystarczy?
Dwa dni wystarczą na solidny przekrój miasta: Little India, Chinatown, kolonialne centrum, Batu Caves i jeden dłuższy spacer w zieleni. Będzie intensywnie, ale do zrobienia.
Gdzie nocować w Kuala Lumpur, żeby mieć dobry dojazd?
Najwygodniej w okolicach KL Sentral. To transportowy węzeł, więc łatwo wyskoczyć i do centrum, i pod Batu Caves, i na dalszy wyjazd z miasta.
Kuala Lumpur: czy jest drogo? (ceny)
Nie jest. Najtaniej wypada jedzenie na ulicy i przejazdy komunikacją. Większe koszty robią się dopiero przy płatnych atrakcjach typu tarasy widokowe.
Batu Caves: kiedy jechać, żeby uniknąć tłumów?
Rano. Im później, tym więcej ludzi i tym ciężej przez upał. Najlepiej by przed 9:00
Singapur–Malezja: jak wygląda przekroczenie granicy?
Bez większych problemów, ale z kolejkami. W godzinach szczytu to może być dłuższe stanie niż sama jazda dalej.
Dlaczego dalej Indonezja, a nie Tajlandia?
Decyzja zapadła po drodze. Sprawdziłam mapę, połączenia i terminy promu — i to Indonezja wygrała logistycznie.
A może jednak na dłużej w Malezji? Sprawdź oferty wakacji w Kuala Lumpur z ITAKĄ.




