Trzy kontynenty. Tyle udało nam się w tym roku zobaczyć. Było sporo Europy (zaliczyliśmy ostatniego sąsiada Polski), postawiliśmy stopę w Afryce (), i jeździliśmy autostopem po Azji 🙂

Styczeń Maroko/Portugalia

pałac bahia

Urodziny chciałam spędzić w Portugalii. Udało mi się znaleźć tanie loty do Porto, akurat w tych datach, które mnie interesowały.  Kolejny kraj, ciepło i w ogóle… I wszystko byłoby fajnie gdyby linia lotnicza nie skasowała połączenia. Długo się zastanawiałam nad alternatywą. Krzysiek mówi, że w Maroko fajnie i ciepło, więc padło na Marrakesz. I nie było ani fajnie, ani ciepło. W nocy temperatura była bliska zera stopni, nie było ogrzewania, a hałas z głównego placu nie dawał spać. Do tego wszystkiego spóźniliśmy się na powrotny samolot i musieliśmy zostać w Maroko kolejny dzień…

Powrót kupowany na szybko był z (kilkunastogodzinną) przesiadką w Lizbonie,  więc w sumie Portugalia zaliczona.

Luty – Liverpool

Pamiętam z dzieciństwa gramofon i stare płyty. I jedną, która grała bez przerwy. Była to ‘Rubber soul’ Beatlesów. Muzyka wielkiej czwórki towarzyszy mi od zawsze, więc szansa zwiedzenia Liverpoolu śladami Lennona i spółki wydawała się kusząca. Dwa dni w portowym mieście upłynęły na zwiedzaniu muzeów (które w UK są darmowe), próbowaniu angielskiej kuchni (która wbrew opiniom, wcale nie jest taka zła), podziwianiu sztuki ulicznej i podążaniu śladami Beatlesów.

Marzec – Gruzja

Gruzja kusiła nas, od kiedy spróbowaliśmy chaczapuri podczas naszej pierwszej wizyty we Lwowie. Prawie dwa lata czekaliśmy na okazję, ale udało się upolować mega tani ( za mniej niż 200 złotych) bilet. Każdy z trzech dni spędziliśmy w innym mieście. Było Kutaisi, Batumi i Ckaltubo.  Różnorodnie, trochę nowocześnie, trochę tradycyjnie. Bo Gruzja jest fajnie zróżnicowana i na pewno wrócimy do niej kolejny raz.

Kwiecień – rodzinne strony

W kwietniu z racji świąt, podróżowaliśmy swoje rodzinne strony J No i planowaliśmy kolejne podróże (których, jak widzicie, mało nie było).

Maj – Lwów, Poznań

Jakoś tak się układa, że co roku lądujemy na Ukrainie. Zaczęło się od przypadku, bo mieliśmy spędzić weekend we Wrocławiu, a trafiliśmy do Lwowa. I tak przypadkiem, na przyszły rok też mamy bilet na wschód. Lwów jest fajny, klimatyczny, mocno turystyczny (w majówkę aż za mocno, co było widać na przejściach granicznych). Na pewno tam wrócimy z kolejną grupą znajomych, ale w mniej obleganym terminie.

Kolejny weekend spędziliśmy w Poznaniu na Influencer Live Poznań. Spacer starówką zaliczony, koziołki zobaczone, rogal świętomarciński zjedzony 🙂

Czerwiec – Łódź

Tradycją stały się czerwcowe wyjazdy do Łodzi na See Bloggers. Nie tylko integrujemy się, chłoniemy wiedzę, ale także zwiedzamy piękne miasto. Chociaż byliśmy tam już kilka razy jeszcze dobrze jej nie poznaliśmy. Planujemy odwiedzić Łódź totalnie turystycznie, bo mamy blisko, ale zawsze jest za mało czasu.:)

Lipiec – Trójmiasto/Berlin

Trójmiasto jest zawsze spoko. A jeszcze lepsze jest, jak się je zwiedza z osobą, która od urodzenia tam mieszka. Weekendowy wypad do rodziny zaowocował odwiedzeniem dawno nie widzianych, acz kultowych miejscówek.

Do Berlina wracamy co dwa lata. Mamy sentyment do tego miasta, bo to miejsce naszej pierwszej wspólnej podróży (prawie pięć lat temu). Tym razem, poza standardowymi miejscówkami (obowiązkowe selfie pod bramą), udało nam się odwiedzić kilka opuszczonych miejsc (URBEX), oraz poznać nocne życie niemieckiej stolicy (dzięki chłopakom ze skłotu ADK)

Sierpień – Bieszczady/Kaliningrad

Jak co roku Krzysiek w lipcu wyrusza z całym swoim rodzeństwem w góry. Tym razem padło na Bieszczady. Mimo, że nie są tak spektakularne jak Tatry, a szlaki turystyczne do męczących nie należą są cudowne i zachwycające.

Kolejny raz zabraliśmy w podróż swoich znajomych. Korzystając z darmowej wizy do Obwodu Kaliningradzkiego, odwiedziliśmy jego stolicę – Kaliningrad oraz nadmorskie miasteczko Zelonogradsk. Kaliningrad, mimo bliskości granicy nie jest mocno turystyczny – ze świecą szukać zarówno obcokrajowców, jak i spektakularnych atrakcji.  Mimo wszystko, warto pojechać, zobaczyć jak wygląda życie naszych wschodnich sąsiadów (zakupy na bazarze są obowiązkowe).  Lato to kąpiele w morzu – w Zielonogradzku skorzystaliśmy z pięknej plaży łapiąc promienie słońca i schładzając się w morskiej wodzie.

Wrzesień – Singapur/Malezja/Indonezja

Kolejna odsłona Azji autostopem. Tym razem nie jeden kraj (jak w przypadku Wietnamu), ale aż trzy. Swoją podróż zaczęliśmy w Singapurze. Muszę przyznać, że nie zachwyciło mnie to miasto, więc po dwóch dniach znaleźliśmy się w Malezji. Stop do Kuala Lumpur okazał się bezproblemowy, a  miasto pełne atrakcji (mimo nowoczesności, znacznie bardziej azjatyckie niż Singapur). Po kilku dniach teleportowaliśmy się do Indonezji, aby przejechać autostopem Sumatrę i Jawę. Po chwilowym niesmaku spowodowanym pierwszym krajem dwa kolejne nas zachwyciły, a podróże stopem i korzystanie z Couchsurfingu sprawiło, ze poznaliśmy wielu ciekawych ludzi.

Październik – Warszawa

Po całym miesiącu spędzonym w Azji październik był miesiącem, w którym postanowiliśmy na odpoczynek. Jedno z nas wróciło na studia, drugie do pracy. W wolnych chwilach zwiedzaliśmy nieznane nam zakątki stolicy J

Listopad – Brześć

Wielokrotnie odwiedzaliśmy naszych sąsiadów, Byliśmy w Niemczech, na Słowacji, Ukrainie, w Czechach,  Kaliningradzie… Tylko na Białoruś nie było nam po drodze. Kiedy emocje związane z azjatyckim tripem opadły, a my zregenerowaliśmy siły, zaczął nam doskwierać brak podróży. Wtedy przypomniałam sobie o elektronicznej wizie (te Internety tak ułatwiają życie…) i zanim się obejrzeliśmy siedzieliśmy w autobusie na wschód. Brześć okazał się strzałem w dziesiątkę. Jest to piękne miasteczko, idealne na weekendowy slow-wyjazd. Bez pośpiechu przechodziliśmy uroczymi uliczkami, podziwialiśmy rzeźby, odwiedzaliśmy muzea i urządziliśmy polowanie na latarnika J

Grudzień – Czechy

Od kilku lat zamiast prezentów urodzinowych kupujemy sobie bilety. W zeszłym roku padło na Cypr, w tym roku Krzyś świętował swoje urodziny w Pradze. Były jarmarki świąteczne, trdelnik, grzane wino i oczywiście smazeny syr. Ponieważ to nie był nasz pierwszy raz w czeskiej stolicy,  odpuściliśmy sobie główne atrakcje, i postanowiliśmy odkryć alternatywną wersję miasta. Tak powstał wpis o Davidzie Cerntym, którego niecodzienne i kontrowersyjne rzeźby można znaleźć w każdym punkcie miasta.

Żeby było jeszcze bardziej alternatywnie, część wyjazdu spędziliśmy na zwiedzaniu odległej o około 70  kilometrów od Pragi Kutnej Hory, gdzie mieści się znana na cały kraj kaplica, w której wszystkie zdobienia wykonane są z ludzkich kości.

Ten rok obfitował w wiele podroży.

3 kontunety

13 krajów

16 nowych pieczątek w paszporcie

Do tego masa znajomości, wrażeń i doświadczeń!

Czekamy, co przyniesie 2020 🙂